Trybuna Kibica. Kiedy pies zje ci bilet...

...jeszcze nie wszystko stracone. I wprawdzie wymówka zaczynająca się od "pies zjadł mi (tu wstaw dowolne)" jest jedną z najstarszych znanych ludzkości, dla wielkiego fana golfa z Seattle Russa Berkmana jednak zadziałała. Może dlatego, że jego pies faktycznie zjadł jego bilet na turniej Masters w Auguście.
Kiedy Berkman zobaczył, że jego wierny pies Sierra pożarł mu bilet, na początku się załamał. A potem poszedł po rozum do głowy. Napoił psa nadtlenkiem wodoru (spokojnie, jest dla tych czworonogów nieszkodliwy), żeby zmusić go do zwrócenia biletów.

W walce z obrzydzeniem zwyciężyła jednak miłość do golfa. Kibic wydobył spośród innych rzeczy, których tu nie wspomnimy resztki biletu i zrobił im zdjęcie. Na szczęście oficjele turnieju w Auguście okazali się być wyrozumiali, albo też są posiadaczami psów i wystawili mu nowe bilety.

Berkman do dziś dziękuje siłom wyższym, że tego feralnego dnia wrócił do domu nieco wcześniej. Po chwili z jego biletu nie zostałoby już bowiem nic. Tak samo jak z jego misji oglądania na żywo najlepszych golfistów świata.