Golf. Gradecki i Meronk uczą się od najlepszych, marzą o igrzyskach

Igrzyska w Tokio to nasz cel. Dzięki limitom graczy z danej reprezentacji są większe szanse na grę w olimpijskim turnieju niż w jednej z imprez wielkoszlemowych, zwłaszcza dla zawodników z takich krajów jak Polska, gdzie golf nie jest tak popularny - mówią Adrian Meronk i Mateusz Gradecki, którzy uczą się i trenują na East Tennessee State University, uczelni słynącej ze szkolenia najlepszych golfistów na świecie.


Polscy golfiści do elity jeszcze nigdy się nie wspięli. W najbardziej prestiżowym cyklu turniejów na świecie, PGA Tour, nigdy żaden nie zagrał. W European Tour, do którego dostać się łatwiej, też polskiego przedstawiciela nie było. Przed Gradeckim i Meronkiem jeszcze długa i żmudna droga do sukcesu. Ścieżek na skróty tutaj nie ma, a sukces można osiągnąć tylko dzięki dobrej grze.

Niespełna 21-letni Adrian Meronk i o rok młodszy Mateusz Gradecki w Polsce regularnie ogrywają doświadczonych profesjonalistów. Wygrywali turnieje o mistrzostwo Polski, reprezentowali kraj w drużynowych mistrzostwach świata amatorów. Meronk w światowym rankingu amatorów zajmuje 203. miejsce, Gradecki jest 1019. Obaj poważnie myślą o tym, by z golfem związać się na dłużej.

Żeby mieć szansę zbliżyć się do światowej czołówki, postanowili pobierać lekcje u najlepszych w swoim fachu. Stąd decyzja o wyjeździe na studia do USA i gra dla East Tennessee State University, która wyszkoliła wielu graczy na światowym poziomie. Meronk studiuje tam już drugi rok, we wrześniu 2013 roku dołączył do niego Gradecki. Studia trwają cztery lata. To także cztery lata treningów i rywalizacji z czołówką swoich rówieśników z całego świata w pierwszej, czyli najlepszej, dywizji rozgrywek akademickich. - W sezonie uniwersyteckim mamy do rozegrania 13 turniejów w okresie od września do maja - mówi Meronk, dla którego to drugi rok na studiach w USA.

Uczelniany sezon trwa do maja, ale to nie znaczy, że młodzi Polacy będą się przez letnie miesiące obijać. - Latem wracamy do kraju i rozpoczynamy rywalizację na turniejach europejskich. Planuję m.in. dwa starty na Wyspach Brytyjskich oraz bardzo ważne dla mnie mistrzostwa Polski seniorów i LOTOS Polish Open, na którym zmierzę się z zawodowcami. Na zakończenie sezonu wezmę udział w mistrzostwach Europy amatorów - dodaje Meronk. Gradecki ma podobne plany.

Od trzech do ośmiu godzin treningu

Golfowe turnieje to nagroda za postępy na treningach. Przygotowanie do zawodów to nie tylko ćwiczenie samych uderzeń, ale też praca nad tężyzną fizyczną. - Pojawiamy się na polu codziennie po godzinie 13, bezpośrednio po zakończeniu zajęć w szkole. Każdego dnia przez kilka godzin trenujemy wszystkie podstawowe elementy gry, czyli putting, chipping, a także uderzenia na tzw. range'u. Technikę ćwiczymy pod okiem trenera Freda Warrena. Dodatkowo ważną częścią szkolenia jest trening siłowy, który odbywamy pięciokrotnie w ciągu tygodnia - opowiada Meronk.

- W zależności od intensywności trenujemy codziennie od trzech do ośmiu godzin. Nasz trener kładzie duży nacisk na dyscyplinę i koncentrację na obranym celu. Gdy popełnimy jakiś błąd albo zwyczajnie nie pójdzie nam najlepiej w danym turnieju, on zawsze stara się za wszelką cenę to poprawić - mówi Gradecki.

Obaj już widzą efekty treningów w USA. - Największy postęp u siebie zauważyłem w tzw. długiej grze. Uderzam piłkę nawet o 15 metrów dalej niż kiedyś. Myślę, że to dzięki systematycznej pracy na siłowni - mówi Meronk. - W moim przypadku to właśnie krótka gra jest największym atutem, który jednak należy w dalszym ciągu doskonalić - dodaje Gradecki.

Cel? Tokio 2020

Skromni i nieco skryci młodzi golfiści o swoich planach na przyszłość za bardzo mówić nie chcą. Koncentrują się na codziennej pracy na treningach i rywalizacji w najbliższych turniejach, ale pociągnięci za język przyznają, że poprzeczkę zawieszają sobie wysoko.

- Igrzyska w Tokio to nasz cel. Dzięki limitom są większe szanse na grę w olimpijskim turnieju niż w jednej z imprez wielkoszlemowych, zwłaszcza dla zawodników z takich krajów jak Polska - mówią zgodnie.

W 2016 roku w Rio de Janeiro golf po 112 latach wraca do grona dyscyplin olimpijskich. W turnieju wystąpi 60 zawodników, ale dzięki limitom uczestników z jednego kraju miejsce w turnieju może dać nawet lokata w drugiej setce rankingu golfistów. Z jednej strony w turnieju zabraknie wielu uznanych graczy, a z drugiej szansę dostaną przedstawiciele krajów, gdzie dyscyplina nie jest tak popularna. W zaliczanych do Wielkiego Szlema Masters, US Open, British Open i PGA Championship limitów nie ma, gra w nich cała światowa czołówka.

Gradecki i Meronk szans na start w Rio nie mają, bo obaj najprawdopodobniej dopiero będą zaczynać swoją zawodową karierę, ale występ na kolejnych igrzyskach w Tokio wydaje się już dla nich osiągalny.

Nastroje nieco tonuje Mike O'Brien, trener kadry narodowej, który podczas obrad okrągłego stołu polskiego golfa stwierdził, że bardziej realna jest gra któregoś z Polaków na igrzyskach w 2024 roku. - Droga do ich ewentualnego startu olimpijskiego jest bardzo długa. Start w igrzyskach 2020 roku nie jest pewny, perspektywa 2024 roku jest bardziej realna. Kariera olimpijska zaczyna się od przejścia mocnego amatora na zawodowstwo, a potem wiedzie przez starty w profesjonalnym tourze. W igrzyskach zagrają tylko ci, którzy walczą w pierwszej lidze światowego golfa - mówił O'Brien, cytowany przez "Rz".

- Wyzwanie ambitne, ale jest to jedno z moich największych marzeń i będę dążył do tego, aby je zrealizować - mówi Meronk.

Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live na iOS, na Androida i Windows Phone