Golf. Miliony za dołek między bunkrami

W czwartek rozpoczyna się The Open, czyli trzeci wielkoszlemowy golfowy turniej w sezonie. Zwycięzca otrzyma rekordowe 1,175 mln funtów.
W puli nagród jest 6,5 mln funtów, o 200 tys. więcej niż przed rokiem - British Open to jedna z największych sportowych imprez na świecie i to ważne, żeby nagrody pieniężne to odzwierciedlały. Chcemy zachęcać najlepszych golfistów świata do gry w tym turnieju i wzmacniać jego wizerunek - oświadczył Martin Slumbers, szef klubu golfowego R&A.

Willie Park Senior za zwycięstwo w pierwszej edycji The Open w 1860 roku nie dostał ani funta. Nagrody pieniężne wprowadzono dopiero od piątego turnieju. Zwycięzca, Tom Morris Senior, zainkasował sześć funtów. W ostatnich 20 latach nagroda główna zwiększyła się o blisko milion.

W tegorocznym The Open golfiści będą rywalizować na szkockim polu Royal Troon, które gości wielkoszlemową rywalizację po raz dziewiąty. Po raz ostatni grano tu w 2004 roku, a wygrał Todd Hamilton z USA. Amerykanie lubią to pole i wygrywają na nim regularnie. W Szkocji pół żartem, pół serio mówi się, że na The Open można spokojnie zastąpić flagę Szkocji flagą USA. Od 1962 roku The Open na Royal Troon odbywało się sześciokrotnie i za każdym razem wygrywali tu Amerykanie.

W tym roku tytułu broni Zach Johnson, faworytem wydaje się Dustin Johnson, czyli zwycięzca US Open, na spektakularne zwycięstwo czeka Jordan Spieth, czyli trzeci golfista świata. Być może błyśnie doświadczony Phil Mickelson, który w poprzednim starcie na Royal Troon był trzeci. A są jeszcze przecież Bubba Watson i Rickie Fowler, czyli gracze z Top 10 światowego rankingu. To wszystko Amerykanie.

Kto im się spróbuje przeciwstawić? Australijczyk Jason Day, czyli najlepszy golfista świata, Rory McIlroy z Irlandii Płn., który wygrywał The Open w 2014 roku, Anglik Danny Willet, czyli triumfator tegorocznego Masters. Dobry sezon ma Australijczyk Adam Scott, ciągle w czołówce utrzymuje się Szwed Henrik Stenson, a efektowna wygrana przydałaby się zarówno Justinowi Rose'owi, jak i Sergio Garcii.

Royal Troon uważane jest za dość trudne pole, a najwięcej niespodzianek czeka na graczy na dołku numer osiem nazywanym "Znaczkiem Pocztowym". To dlatego, że green jest stosunkowo niewielki. Ma 27 metrów długości, ale tylko 9 szerokości. Od tee, punktu startowego, do flagi daleko nie jest - ledwie 112 metrów. Problem stanowi to, co jest wokół greenu, czyli obszaru wokół dołka - są to bunkry. Jest ich aż pięć, z czego dwa po prawej stronie są bardzo głębokie. Mówi się, że przypominają z wyglądu trumny. I nieraz grzebały tam szanse na zwycięstwo.

- Dołek wydaje się prościzną. Dla zawodowca zagrać 112 metrów to nic trudnego. Ale wtedy zaczynają się kłopoty. Wszyscy oczekują, że zagrasz piłkę obok flagi. W końcu jesteś profesjonalistą. A tam się tak nie da. Jeśli jest wiatr, to jest loteria. Tym bardziej że ten dołek jest położony w innym kierunku niż siedem poprzednich. To duża zmiana, wielkie wyzwanie, bo zazwyczaj wieje ci w twarz. Jak nie trafisz na green, zacznie się twój dramat - opowiada Colin Montgomerie, 53-letni Szkot, który wychował się pięć przecznic od Royal Troon.