Golf. Powrót "Tygrysa" - na razie katastrofa

Imperium Tigera Woodsa drży w posadach. Już nie tylko dlatego, że zdradzał żonę, która chce rozwodu, a sponsorzy przestają go kochać. Najlepszy golfista świata gra po prostu coraz gorzej.
Woods w dziwnych okolicznościach wycofał się cztery dni temu z turnieju Players Championship w Ponte Vedra Beach na Florydzie (z pulą nagród 9,5 mln dol.) uznawanego za "piątą lewę Wielkiego Szlema". Okoliczności były dziwne, bo Tiger zrezygnował na siódmym dołku w trakcie finałowej rundy. Jako powód podał kontuzję szyi, choć w trakcie turnieju wielokrotnie powtarzał, że jest w 100 proc. zdrów. - Cały czas bolało. To chyba promieniuje od kręgosłupa - stwierdził nagle w niedzielę.

To wydarzenie bez precedensu w 14-letniej zawodowej karierze Woodsa. Jedyny raz w życiu wycofał się z turnieju, schodząc z pola, gdy był jeszcze 19-letnim amatorem na US Open. Powód miał jednak poważny - skręcił sobie nadgarstek.

Teraz, zdaniem wielu ekspertów, chciał po prostu uniknąć kompromitacji. Po trzech rundach pełnych kiksów, niecelnych zagrań i złych decyzji Amerykanin był dopiero 45. Groziło mu, że ustanowi niechlubny rekord i w dwóch kolejnych imprezach zajmie miejsca poza trzydziestką.

Tydzień wcześniej w Quail Hollow Championship w Karolinie Południowej Woods też spisał się bowiem fatalnie. Pudłował, potem wściekły rzucał kijem, a na koniec drugiego dnia nie zdołał zaliczyć "cut", czyli wyniku kwalifikującego go do finałowych rund. I to nie o jedno, ale aż osiem uderzeń. Jemu i kilkudziesięciu innym słabeuszom podziękowano za dalszą grę. Takie upokorzenie przytrafiło się wcześniej Woodsowi sześciokrotnie, ale najczęściej wtedy, gdy był kontuzjowany. Komentatorzy byli zgodni: Woods pokazał w turnieju najgorszy golf w życiu.

Nic dziwnego, że w obozie Tigera zaczęły się nerwowe ruchy. W poniedziałek rozstał się ze swoim trenerem Hankiem Haneyem odpowiedzialnym za "swing", czyli znajdowanie odpowiedniego ułożenia ciała przy zamachach. Oficjalnie Haney odszedł sam, bo "wyczerpała się formuła współpracy". Wszyscy mają jednak w pamięci, jak kilka dni wcześniej komentator NBC zmieszał go z błotem, że do niczego się już nie nadaje. Być może Woods posłuchał.

"Tygrys" miota się, bo grunt pali mu się pod nogami. W listopadzie zawiesił karierę, gdy wyszło na jaw, że zdradzał żonę z tuzinem kochanek, wśród których były prostytutki i gwiazdki porno, co doprowadziło do wielkiego kryzysu. Żona Elin Nordegren, była szwedzka modelka, do dziś nie dała się przeprosić i nie uwierzyła w skuteczność kuracji męża w klinice dla seksoholików. Twardo chce rozwodu, wraz z nim prawa do opieki nad dwójką dzieci i ponad 300 mln dol. z ponad miliarda, który na golfie zarobił "Tygrys". Kochać przestała go nie tylko żona, ale też sponsorzy - kilku, m.in. AT&T oraz Accenture, już się wycofało. Inni, jak Nike, które już po seksaferze nagrało ryzykowną reklamówkę wykorzystującą wizerunek zmarłego ojca Tigera, wiedzą doskonale, że stąpają po bardzo cienkim lodzie. Szczególnie teraz, gdy zaczyna brakować im także sportowych argumentów uzasadniających wydawanie na niewiernego męża milionów dolarów. "Woods przestał być dominatorem, gra teraz jak jeden z dziesiątki niezłych golfistów, ale stracił pozycję, jaką miał przez lata" - tak piszą bowiem amerykańskie gazety. I zastanawiają się, czy już na stałe.

Od kwietniowego powrotu po pięciu miesiącach przerwy Woods poniósł właściwie same porażki. Paradoksalnie największą była ta, która dała mu najwyższe miejsce - czwarta lokata w kwietniowym wielkoszlemowym Masters w Auguście była jak kubeł zimnej wody. Amerykanin liczył na to, że wróci w blasku chwały, a pokonał go "wiecznie drugi" rodak Phil Mickelson. Jak na złość przykładny mąż, ojciec, wzorowy Amerykanin.

Dziś Mickelson jest o włos od wyprzedzenia Woodsa w światowym rankingu. "Tygrys" straci prowadzenie po pięciu latach panowania. Teraz on będzie drugi. I nie wiadomo, jak sobie poradzi z jeszcze jednym nieszczęściem.

Zarzuty wobec Nike: seksizm i brak szacunku wobec - kobiet »