Skąd wziął się Twój swing?

"Jak to skąd? Tak się nauczyłem!" I o ile mógłbym pogrupować tutaj golfistów na tych, którzy zaczynali pod okiem trenera, na tych, którzy zaczynali sami metodą prób i błędów, a także na tych, którzy dostali cenne wskazówki od swoich znajomych, prawda jest taka, że każdy z nas ma inny swing.
Ogólnie mówiąc, wykonujemy swing po to, żeby przemieścić piłkę z punktu A do punktu B. Jednym wychodzi to lepiej, innym nieco gorzej. Tak więc ja się pytam: skąd wziął się akurat Twój swing?!

NADESZŁA ZMIANA

Po tym, kiedy miałem zaszczyt dłużej porozmawiać z Keithem Woodem, trenerem Nicka Faldo, na temat swingu, jego teorii i pomysłów, o wiele bardziej zacząłem zagłębiać się w ten pozornie prosty ruch, jakim jest machanie kijem. I o ile zawsze wydawało mi się, że mój swing nie jest jakoś dramatycznie zły, to otrzymując jego diagnozę (w wolnym tłumaczeniu): "Chłopie, z takim swingiem to ty się do cyrku nadajesz, a nie do golfa", stwierdziłem, że coś jest źle i zacząłem się zastanawiać, dlaczego nikt mi tego wcześniej nie powiedział?

Przerobiłem zatem zestaw książek, porównałem różne teorie dotyczące swingów, poszperałem w Internecie i najogólniejszy wniosek, jakim mogę się podzielić w tym felietonie, jest taki: KAŻDY SWING ZBUDOWANY JEST NA KOMPENSACJACH. I im więcej kompensacji w Twoim swingu, tym łatwiej się pomylić. I to, co dla mnie osobiście najważniejsze - im więcej tych kompensacji, tym bardziej trzeba się nakombinować, żeby uderzyć w piłkę. A przecież to powinno być możliwie proste i dawać maksimum przyjemności!

PRZYGODY JERZEGO

Przyjrzyjmy się zatem, jak zbudowany jest swing klasycznego hakera. Nazwijmy go Jerzy (zawsze miałem sentyment do tego imienia). Jerzy dopiero zaczyna grać w golfa, ale chce być supergolfistą za kilka lat, sporo ćwiczy i bardzo często gra ze swoimi przyjaciółmi. A wiadomo, przyjaciel chętnie służy poradą. Idzie Jerzy na driving range, ubrany jak dobry golfista, różowa polóweczka, białe buty, biały daszek, czuje się mniej więcej jak Ian Poulter. Jerzy rozgrzewa się, rozciąga, kilka pajacyków dla niepoznaki, wyjmuje rękawiczkę z tylnej kieszeni i ustawia się do uderzenia.

Jest sam na drivingu, więc może poeksperymentować i sam nauczy się grać w golfa, a co! Jedyne co musi teraz zrobić to trafić w piłkę, a później się pomyśli. Prawidłowa postawa (o takiej przeczytał w ostatnim numerze "Golf24 Magazine"), bierze zamach i nie trafia w piłkę. Ale wcale się tym nie przejmuje, niby próbny, poza tym nie ma nikogo, więc luz. Kolejny zamach i znowu nie trafia w piłkę. Jerzy, ponieważ jest bardzo inteligentny, zaczyna wyciągać wnioski "Hmmm, macham tym kijem nad piłką, muszę bardziej w ziemię". Brawo Jerzy, super pomysł!!!

Teraz Jerzy bierze zamach, obniża się i trafia w piłkę! (kompensacja numer 1) Great success, hi five, piłka poleciała na 60 metrów.

KOLEGA POMOŻE

Jerzy Kozak znalazł patent, jak trafiać w te piłki, ma mega płaski swing, ale regularnie się obniża, piłki lecą coraz dalej i coraz regularniej, ale pojawia się pewien problem. Na range'u zjawił się kolega Maras i mów: "Juras, na litość boską, co ty się tak podnosisz i obniżasz, co to ukłony w stronę piłki?". Maras prezentuje Jerzemu swing i daje cenną radę: "Robiąc backswing i down-swing, trzymaj głowę w jednym miejscu"(kompensacja numer 2).

Tak więc Jerzy już nie musi się obniżać, wycofał poprzednią kompensację, ma teraz nową, lepszą! Ale ponieważ musi trzymać głowę w miejscu, zamiast obracać się, macha samymi rękami (kompensacja numer 3), jest strasznie sztywny i mało dynamiczny. Jerzy zawsze był ambitny i chciał uderzać dalej, więc sięgnął do fachowego pisma, które mówi: "Jeśli chcesz uderzać dalej, musisz lepiej przenosić ciężar ciała". Eureka! Tylko jak tu przenosić ciężar ciała, trzymając głowę w miejscu? Damy radę! Jerzy teraz zaczyna swój back swing od przesunięcia bioder w prawo (kompensacja numer 4), co w efekcie daje reverse pivot (kompensacja numer 5), w downswingu wyrzuca biodra do przodu, zostaje na prawej nodze (kompensacja numer 6), trafia pół metra przed piłkę, wykopując taki divot, w którym można pochować małe zwierzę.

Jest git! Jerzy, jeśli już trafi w piłkę, to uderza niby nieco dalej, ale z jakąkolwiek powtarzalnością jest fatalnie. No bo skoro musi trzymać głowę nieruchomo, a w tym samym czasie znaleźć jakiś sposób, aby przenieść ciężar ciała, popełnia po drodze kilka kolejnych błędów, z których nie zdaje sobie sprawy, to JAK ma to działać? Niby każda rada ma coś w sobie i teoretycznie jest w stanie rozwiązać pewne problemy, natomiast obecnie Jerzy jest na dobrej drodze donikąd. I śmiało można powiedzieć, że nawet jeśli jedna kompensacja zacznie zawodzić, to będzie można poprawić ją kolejną, lepszą.

CO ROBIĘ ŹLE?

Wróćmy do Jerzego. Zniesmaczony swoimi dokonaniami postanawia on coś zmienić. Nie wiadomo skąd pojawiły się te głębokie divoty, więc na wszelki wypadek Jerzy spłaszczy swój swing (kompensacja numer 7). Chwilowo pomaga, ale zaczyna przez to uderzać tak od wewnątrz, że aby uniknąć kolejnego pusha, Jerzy mocno dokręca nadgarstki (kompensacja numer 8) i nagle zaczyna grać draw. Brawo Jerzy, Draw przy takim poziomie gry, no, no, nieźle!

Ale nie mija dużo czasu, zanim pojawiają się snap hooki, więc co robi nasz student? Osłabia swój grip! (kompensacja numer 9). Mamy więc zawodnika, który macha megapłasko, trzyma głowę w miejscu, ma słaby grip, musi pamiętać, żeby robić lepszy release (nazywany przez niektórych RELIST) No i absolutny zakaz podnoszenia się! Pamiętając o tych wszystkich rzeczach, jakoś to działa. Nasz bohater znalazł sposób na uderzanie piłki w miarę prosto, ale mimo wszystko zdarzają się wpadki i nie zawsze jest tak, jak by tego chciał.

LOW POINT!!! Tak, rewelacyjna teoria, która wszystkie poprzednie 9 kompensacji wyrzuca do kosza i nakazuje mu tylko znaleźć swój low point za każdym razem! Dziesiąta już z rzędu kompensacja, ale za to usuwająca wszystkie poprzednie, Jerzy po lekcji, za którą zapłacił 200 złotych, wie już, co ma robić. Czemu nikt mu wcześniej o tym nie powiedział!? Niestety, Jerzemu nie jest tak prosto porzucić swoje wszystkie złe przyzwyczajenia w niepamięć i mimo że wydaje mu się, że robi tylko jedną rzecz. Tak naprawdę jego swing składa się z co najmniej (tyle ja zauważyłem, może ich być więcej), dziesięciu kompensacji. Mija kilka tygodni i Jerzy zapomniał, gdzie leży jego low point i stwierdził, że jeśli się nie rozwija to się uwstecznia i trzeba działać dalej...

Stack and tilt! Tak jest, to jest rozwiązanie, które na pewno pomoże Jerzemu grać lepiej w golfa! A może jednak powinien poszukać innych rozwiązań na internecie, może powinien porozmawiać na ten temat z Marasem albo samemu pokombinować na range'u? Może stanąć szczerzej, pochylić się bardziej, ugiąć kolana, jeszcze bardziej usztywnić lewy łokieć, złapać niżej kij, otworzyć lewą stopę, trzymać wyżej brodę, a może po prostu przestać się tak garbić? Hmmm, jakby tu pomóc naszemu bohaterowi?

PORA NA WNIOSKI

Tę historię mógłbym ciągnąć w nieskończoność i budować swing Jerzemu na wiele różnych sposobów, dokładając co chwilę kolejną kompensację. Prawda jest taka, że Państwu nie chce się już tego czytać, mi się nie chce pisać, więc przejdźmy do jakichś wniosków.

Po pierwsze proszę odpowiedzieć sobie na pytanie - na jakich kompensacjach zbudowany został Wasz swing? Gwarantuję, że dokładniejsze zrozumienie własnego swingu pomoże go szybciej "nareperować", o ile odczuwacie taką potrzebę. Powtórzę zdanie, którym rozpocząłem przygodę z Jerzym - każdy swing zbudowany jest na kompensacjach. Na prędkości wyciągnę wnioski: każda kompensacja to dodatkowy ruch.

Ruch, który musisz zrobić, aby uderzyć dobrze w piłkę, w przeciwnym wypadku popełnisz jakiś błąd. Jeśli jedną kompensację pokryjesz drugą kompensacją, to możesz już pomylić się dwa razy! Istne domino! I o ile wszystko idzie ok, to nie ma z tym większych problemów. Ale wystarczy trochę presji, zmęczenia czy rozkojarzenia i jesteśmy na dobrej drodze, żeby zagrać zły strzał! A jeśli tych kompensacji jest kilkanaście lub kilkadziesiąt? Aż strach się bać! Dlaczego zawodowi golfiści mają proste, "naturalne" swingi? Dlatego, że są one pozbawione zbędnych kompensacji, przez co są mniej skomplikowane i bardziej powtarzalne. Już czekam na pytanie "A widziałeś swing Furyka?".

Tak, widziałem. Ale zauważyłem też, że golfistów grających na podobnym poziomie do Furyka są setki, a Furyk jest jeden! To jest ogromny talent, który radzi sobie ze swoimi kompensacjami, a przeciętny amator nie poradziłby sobie z takim swingiem. Z pełną odpowiedzialnością stwierdzę jedno - zamiast zasłaniać się Furykiem i jego koślawym swingiem, jeśli chcesz grać lepiej, zacznij poprawiać swój swing i pozbądź się zbędnych kompensacji! I to wyłącznie pod okiem trenera, bo inaczej skończysz jak nasz Jerzy!