Promocja golfa

Mówi się, że golf jest jedną z najbardziej popularnych dyscyplin sportowych na świecie, że w golfa gra się niemal w każdym miejscu na ziemi. To wszystko prawda, ale w błędzie byłby ten, kto sądzi, że golf wszędzie rozwija się w ten sam sposób. Tak jak różne są społeczeństwa, tak samo odmienny jest sposób, w jaki golf promuje się w różnych krajach. Zależy to oczywiście od mnóstwa czynników - historii, tradycji, społeczeństwa, stopy życia, a także od tak wydawałoby się prozaicznych rzeczy, jak teren, położenie geograficzne czy klimat.
Kraje, w których golf nigdy nie należał do ojczystych tradycji, musiały wymyślić sposób, by zainteresować społeczeństwo i przyciągnąć inwestorów. Zadania tego podejmują się organizacje golfowe, specjaliści od PR-u, biura turystyczne czy nawet ministerstwa. Nieważne kto, najważniejszy jest niesztampowy pomysł. Postanowiliśmy przyjrzeć się dwóm z nich.

Ryder Cup w Walii?

Przed dużym wyzwaniem i zarazem szansą stanęła Walia. W 2010 roku Walia ma zostać organizatorem turnieju Ryder Cup - prawdziwego święta golfa. Wydaje się, że to idealny sposób na wykorzystanie szansy dla rozwoju turystycznego, a co za tym idzie gospodarczego kraju. Tylko jak przekonać golfistów, iż Walia, mimo sąsiadującej z nią kolebką golfa - Szkocją, czy Anglią, gdzie jest on sportem narodowym, to miejsce, gdzie w golfa grać nie tylko można, ale wręcz trzeba?

(...) Wychodząc z założenia, iż nic tak nie przyciąga jak ciekawość, zdecydowano się na zaakcentowanie indywidualności Walii i przeciwstawieniu golfa walijskiego z tym wszystkim, z czym stereotypowo golf kojarzy się na Wyspach Brytyjskich. Drogą obraną było skontrastowanie golfa tradycyjnego - szkockiego, konserwatywnego, pełnego napięcia, stresu, drogich klubów - z golfem walijskim, wesołym, dostępnym dla każdego, dającym radość i przede wszystkim czystą przyjemność.

(...) Walia postanowiła nie kopiować pomysłu innych, tylko sama znalazła swoje własne rozwiązanie. Sprawdzono najnowsze badania przeprowadzone przez Golf Profit Builders dotyczące przyszłości golfa. Z analizy wynikało, iż zmienia się wiek osób, które grają w golfa, a najaktywniejszą grupą okazali się ludzie w wieku 29-49 lat. Jednak sposób, w jaki uprawiają oni tę dyscyplinę, różni się od tego, jaki charakteryzował wcześniejsze pokolenia.

Nowocześni golfiści bardzo liczą się z czasem - udają się na pola golfowe znajdujące się jak najbliżej domu, a optymalnym czasem gry jest 4,5 godziny. Wszelkie rezerwacje dokonywane są przez internet. Innym problemem, na jaki zwrócono uwagę w przeprowadzonych badaniach, był fakt, iż golfiści z wysokim handicapem, których jest zdecydowanie więcej w społeczności golfowej, nie czują się dobrze na wielu wymagających obiektach golfowych, dlatego budowanie pól, z których przejściem miałby problem sam Tiger Woods, nie jest odpowiednim rozwiązaniem na te czasy.

Zauważono także liberalizację golfa na wszystkich poziomach: samej gry, mody, wyglądu typowego golfisty. Media promują teraz młodych zawodników, gwiazdy sceny muzycznej, sportowców interesujących się tym sportem. Znika powoli obraz hrabiów, książąt i członków rodziny królewskiej, w kraciastych spodniach, z zaciętymi minami, spędzających godziny na typowych polach typu links, na które wstęp mają jedynie wybrańcy.

(...) Analizując rezultaty badań, walijska organizacja turystyki stworzyła program "Golf as it should be", którego celem ma być promocja i zainteresowanie golfem w Walii. (...)

Liberalizacja golfa w Holandii

Golf w Holandii ostatnimi czasy przeżywa prawdziwą ekspansję. Przybywa przede wszystkim golfistów, którzy stanowią podstawę rozwoju tej dyscypliny sportu. Na czym polega ten fenomen? Holendrzy postanowili wykorzystać to, co jest ostatnimi czasy jednym z głównych trendów golfowych na świecie - mianowicie liberalizację golfa.

W Holandii golfiści należą do jednej z trzech poniższych kategorii. Standardowi - zrzeszeni w klubach - jest ich 150 000, golfiści niezrzeszeni w klubach - ich także jest 150 000, a także tzw. wirtualni członkowie klubów golfowych, takich jak na przykład automobile club. Grupa ta liczy 50 000. W sumie, w tym kraju na 16 milionów osób, 350 000 gra w golfa. Może liczba nie jest zatrważająca, ale jeśli porównamy to z innymi państwami, można stwierdzić, iż Holendrzy mają powód do dumy. Zwłaszcza, spoglądając na to, co dzieje się w ostatnim czasie.

Holandia odnotowuje średni wzrost o około 20 000 golfistów na rok. W 2005 roku było ich 250 000, teraz jest ich około 350 000 (stan z 31 października 2009 r.: 346 746; według Nederlandse Golf Federatie). Klubów zarejestrowanych w Holenderskim Związku Golfa jest 235, z czego 190 ma pola golfowe. Jednak sytuacja nie wyglądała tak dobrze jeszcze kilka lat temu.

Golf w Holandii uznawano za sport ekskluzywny, nieprzystępny. Do 1980 roku w Królestwie Niderlandów zarejestrowanych było 30 000 golfistów. W ciągu niemal 30 lat liczba ta wzrosła ponad stukrotnie. Co się stało? Powstały nowe pola golfowe publiczne i komercyjne, pojawili się nowi golfiści, których zarówno oczekiwania, jak i wymagania były inne niż wcześniejszych pokoleń. I tu właśnie wykorzystano proces liberalizacji golfa.

Oczywiście z pewnymi obostrzeniami. Proces ten nie zakłada zwolnienia ze wszelkich reguł czy wpuszczenia na pole każdego, kto tylko wyrazi taką chęć. Liberalizacja golfa miała i ma swoje granice. Aby zostać golfistą w Holandii, należy uzyskać golfową licencję (GVB), która upoważnia do gry na polach golfowych w Holandii, a także w Belgii. Potwierdza ona umiejętności gracza. Przypomina to naszą zieloną kartę, golfiści otrzymują ją przed kartą handicapową. Pomysł wprowadzenia GVB narodził się, gdyż było sporo golfistów, a tylko kilka pól golfowych. Każdy mógł grać lub przebywać na polach. Wprowadzono więc GVB, aby chronić graczy, pola i wprowadzić pewien porządek. Wraz z otrzymaniem licencji golfista zostaje członkiem Holenderskiej Federacji Golfowej (koszt 11 euro rocznie).

Następnym krokiem były zmiany w kartach handicapowych - otrzymać je można zarówno z klubu, jak i z Federacji. Wszyscy golfiści mają takie same karty, które świadczą o ich umiejętnościach, niewymagana w tym celu jest przynależność do klubu golfowego, co ogólnie zwiększa liczbę golfistów. Kolejnym krokiem, służącym popularyzacji golfa, było wprowadzenie wirtualnych klubów golfowych (D-members), w których członkostwo może wynosić około 30 euro na rok, 16 euro za przynależność do Federacji.

W ten sposób wszyscy golfiści są połączeni w Holenderskiej Federacji Golfa, bezpośrednio jako niezrzeszeni, lub poprzez kluby - tradycyjne i wirtualne. Golf stał się bardziej dostępny i tańszy. Każdy może wybrać sobie odpowiedni rodzaj członkostwa. W ciągu ostatniej dekady wzrost liczby golfistów był największy i nadal rośnie.

Ciekawostką jest, iż liczba osób zrzeszonych w standardowych klubach golfowych wzrosła najmniej w ciągu ostatnich czterech lat. Pomiędzy 2005 a 2008 rokiem pojawiło się jedynie 10 000 więcej golfistów w tej grupie, natomiast liczba niezrzeszonych w klubach golfistów wzrosła o 30 000. Największy wzrost odnotowano wśród członków wirtualnych klubów golfowych, aż o 50 tysięcy. Sam rok 2008 natomiast przyniósł zdecydowany przypływ niezrzeszonych członków. Ich szereg zasiliło 17 500 golfistów, do klubów wirtualnych zapisało się natomiast 11 000 osób, a do klubów tradycyjnych tylko 6500.

Myliłby się jednak ten, kto twierdzi, iż nagły wzrost liczby niezrzeszonych w klubach golfistów, tudzież D-members, odbywa się kosztem tradycyjnych klubów. Migracja utrzymuje się na podobnym poziomie w każdej z grup. Najwięcej osób jednak postanawia wstąpić do klubu golfowego - 15 000 (standardowego - 10 000 i wirtualnego - 5 000). Sporo jednak osób rezygnuje z tej formy. Największym wzrostem, sumując liczbę osób wstępujących i odchodzących na rzecz innych form, cieszy się tradycyjny klub. Zaraz po nim są kluby wirtualne, z których jednakże najmniej osób odchodzi. Najwięcej rund zdecydowanie rozgrywa nadal średnio przeciętny członek tradycyjnego klubu golfowego (36), tak więc i tutaj dochody są największe. Drugi pod względem ilości rozgrywanych rund jest golfista przynależący do klubu wirtualnego (8 rund).

Co wynika z powyżej przytoczonych badań? Przede wszystkim to, iż kluby tradycyjne nie tracą na procesie liberalizacji golfa w Holandii, a raczej zyskują. Brak konieczności wstąpienia do klubu otwiera drzwi tym, którzy lubią golfa, ale nie chcą być przywiązani do jednego miejsca. Grają często, ale na różnych polach, najważniejszy jest dla nich sport i rozrywka, niekoniecznie społeczne aspekty przynależności do klubu, co jest w zgodzie z współczesnymi trendami golfowymi. Statystycznie pod względem wiekowym największy procent członków klubów tradycyjnych to osoby powyżej 50. roku życia.

Natomiast golfiści w przedziale wiekowym 30-40 oraz 40-50 lat najchętniej nie rejestrują się w żadnych klubach. Są to osoby mobilne, chętnie rywalizujące z innymi, nie tylko z kolegami z klubu. Mają mało czasu, więc większość spraw załatwiają przez Internet: szybka runda i wracają do swoich obowiązków. Tradycyjny aspekt golfa i to, co związane jest z konwenansami, zwyczajami, rodzinnym członkostwem, braniem udziału w klubowych świętach, schodzi na drugi plan. Najważniejsza jest sama gra. (...)